Produkcja wyrobów konopnych sposobem na zeroemisyjną gospodarkę?

Nadmierna emisja dwutlenku węgla to bolączka naszych czasów. Problem narasta w tak zastraszającym tempie, że już nie tylko „wypadałoby” znaleźć jakąś skuteczną metodę na uporanie się z tym zjawiskiem, ale jeśli chcemy jeszcze zobaczyć pandę w naturalnym środowisku, podziwiać rosnący sobie beztrosko unikatowy mak tatrzański lub po prostu nie widzi nam się pływanie zamiast spacerowania ulicami miast, no to… zdecydowanie czas działać. Czy i w tym przypadku konopie znów mogą wejść „całe na biało” i zbawić świat?

Słowo klucz to sekwestracja. Co to znaczy? W tym kontekście mowa konkretnie o sekwestracji CO2, czyli wyłapywaniu dwutlenku węgla z atmosfery. Okazuje się, że konopie (albo już dawno się okazało, tylko przez lata demonizowania tej rośliny wygodnie było o tym nie mówić) są wręcz stworzone do tego zadania, gdyż jeden ich hektar jest w stanie pochłonąć od 8 do nawet 20 ton rzeczonego dwutlenku węgla.

„To znacznie lepszy wynik niż w przypadku drzew. Dla porównania mogą one zaabsorbować od 2 do 6 ton tego gazu w zależności od tego, gdzie rośnie dany las i jak bardzo jest wiekowy” – mówi badacz Cambridge University Darshil Shah w wypowiedzi dla portalu dezeen.com.

Co więcej, jeśli się o to troszkę postaramy, konopie można zbierać nawet 2 razy w ciągu roku, co stawia je w naprawdę dobrym świetle, szczególnie jeśli zestawimy je z rosnącymi nawet po kilkadziesiąt lat drzewami. Dodajmy do tego ich ekologiczną uprawę, jedynie przy użyciu nawozów organicznych – w ten sposób ograniczamy wydzielanie dwutlenku węgla z takiego pola o dodatkowe 30-40%, które potrafią wydzielać inne nawozy i pestycydy.

Dane z kilku źródeł podają, że statystyczny „Kowalski” 😉 emituje od 7 do prawie 9 ton dwutlenku węgla rocznie. Polska jest aktualnie na 20 miejscu spośród wszystkich państw pod względem „produkcji” CO2. Tutaj dochodzimy do pytania ze wstępu tego wpisu. Czy konopie pomogą nam uporać się z tym problemem?

Marzysz o własnym konopnym ogródku? Sprawdź nasze certyfikowane nasiona!

Aby mogły one skasować polski dług wobec Ziemi do zera, trzeba by obsiać około 20 mln hektarów tejże pożytecznej rośliny, tylko że… sama Polska liczy sobie około 30 mln hektarów powierzchni. Jednak biorąc pod uwagę, że średnio hektar takiego pola konopnego kasuje roczną emisję CO2 dwóch polskich obywateli, to jest to jak najbardziej słuszny kierunek, w którym może i powinno rozwijać się krajowe rolnictwo, szczególnie jeśli myślimy o tym, żeby uciec z pierwszej dwudziestki państw, które obecnie najbardziej „dają czadu”.

Jest to szczególnie ważne w kontekście obecnej polityki energetycznej, w dalszym ciągu opierającej się, o zgrozo, na spalaniu węgla. Dzięki forsowaniu upraw konopi nie tylko wstrzelilibyśmy się w obecnie panujący boom na świecie, moglibyśmy stać się także przykładem eko-państwa. Być może wzmocniłoby to naszą sytuację na arenie międzynarodowej – a to z kolei oznaczałoby profity dla wszystkich obywateli Polski, nie tylko rolników. Politycy, nie ma za co – ta rada jest gratis.

Co jeszcze mogłoby przekonać polskich rolników do wybrania konopi? Z pewnością coś na wzór modelu, który rozważa się obecnie w Stanach i UE, czyli „ekodopłaty” w zamian za sekwestrację dwutlenku węgla. Rząd Bidena debatuje nad przeznaczeniem nawet 30 miliardów dolarów na poczet dopłat dla farmerów w zamian za ograniczenie śladu węglowego produkowanego przez USA.

Z ciekawą inicjatywą wyszedł także gigant z prywatnego sektora, czyli korporacja BAYER – wprowadzili oni program płacący rolnikom do 20$ za hektar uprawianej ziemi. Warunkiem uzyskania grantu jest wprowadzenie uprawy możliwie skracającej czas działania maszyn rolniczych. Celem jest doprowadzenie do jak najmniejszej ilości przejazdów maszyn z silnikami diesla, które w końcu też przyczyniają się do wydzielania szkodliwego gazu, z którym później walczą rośliny.

Dopłata obejmuje także uprawę roślin międzyplonowych, przez co konopie idealnie wpasowują się w ramy programu. Obecnie inicjatywa farmaceutycznego giganta działa w kilkunastu stanach w USA. Czy doczekamy się podobnego programu w Polsce? Rolnicy z pewnością byliby zachwyceni zarobieniem większej ilości pieniędzy, mając jednocześnie możliwość ratowania planety.

Jeśli przekierowalibyśmy tzw. podatek węglowy (opłata, którą uiszczają przedsiębiorstwa za wyrzucenie do atmosfery 1 tony CO2) na dopłaty dla konopnych rolników, to cóż… coś nam się wydaje, że mielibyśmy ich dziś zdecydowanie więcej.

(Bartek Święcicki)

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry