Gospodarka Prawo Uprawa 10 sierpnia 2022

THC – Tanie, bezpieczne, polskie: jak to zrobić?

Dwie proste, nic niekosztujące i pozbawione negatywnych skutków zmiany w prawie pozwoliłyby na uruchomienie w Polsce produkcji bezpiecznych, naturalnych preparatów konopnych z THC.

Nie wierzę w „narodowe uprawy marihuany”. Narodowy jest ZUS, kopalnie i szpitale – jaki oferują standard, każdy widzi. Ustawowa gimnastyka, która rzekomo daje instytutom naukowym prawo produkować marihuanę, da być może podstawę do szybkiego zarobku dla krewnych i znajomych królika, ale raczej nie należy spodziewać się, że doprowadzi to do pojawienia się polskiej marihuany w aptekach.

Wierzę natomiast w polskiego rolnika. Wystarczy podniesienie limitu dopuszczalnego stężenia THC w konopiach włóknistych do 1% oraz usankcjonowanie obecności THC pochodzącego z tych roślin w suplementach diety, aby w dystrybucji pojawiły się bezpieczne, lokalnie produkowane i przystępne cenowo produkty z tym niosącym ulgę i relaks kannabinoidem.

THC to nie tylko konopie indyjskie i marihuana

Ustalenie nowego limitu THC na poziomie 1% otworzyło by wiele możliwości przed polskimi rolnikami.

Pierwszy punkt jest niezbędny dla umożliwienia ekonomicznej produkcji surowca do produkcji. W katalogu odmian dopuszczonych do uprawy w Europie znajduje się kilka pozycji, w których stężenie THC sięga 0,5-0,8%. Podobne poziomy znaleźć można w kwiatostanach staropolskich dzikich odmian konopi. Jeden hektar uprawy takich odmian pozwoliłby uzyskać blisko tonę surowca zawierającego nawet 5-8 kg czystego THC, czyli tyle, co 25-50 kg marihuany. Bez milionowych nakładów na pomieszczenia do upraw i ton spalonego węgla, by móc zasilić doświetlające rośliny lampy…

Oczywiście – to nie jest to samo, co aromatyczne, wyprodukowane w kontrolowanych warunkach kwiaty konopi „innych niż włókniste”. Paradoksalnie… to dobrze. Dzięki temu, że surowiec wyglądałby i pachniał bardziej jak siano z pola, niż marihuana, to uprawa mogłaby odbywać się na zwykłych polach przez lokalnych rolników, a nie pod okiem kamer i strażników z Teksasu. Regulacje, które pozwalają na uprawę odmian do 1% THC na niezabezpieczonych polach z powodzeniem funkcjonują już m.in. w Szwajcarii czy Australii, a poważnie rozważają je Stany Zjednoczone oraz Wielka Brytania. Dzięki temu, że surowiec nie wyglądałby jak marihuana, nie trafiłby pod lokalne gimnazjum. Jako surowiec do produkcji natomiast trudno wyobrazić sobie lepszy materiał.

THC, które nie nadwyręży kieszeni

Proste zmiany w prawie pozwoliłyby korzystać z produktów z większą ilością THC bez nadwyrężania portfela „przeciętnego Kowalskiego”.

Korzystając z techniki maceracji („tłoczenia na zimno”) stosowanej przez nas w Kombinacie Konopnym, moglibyśmy niemalże „od ręki”, po wprowadzeniu takich zmian w prawie, rozpocząć produkcję oleju CBD+THC. Przykładowy produkt mógłby zawierać 200 mg CBD i 100 mg THC z ceną detaliczną oscylującą w okolicach 40-50 zł – już z narzutami hurtowników, dystrybutorów, podatkami itd. Jedna pipetka takiego oleju pozwoliłaby zapomnieć o stresie, trudnościach z zasypianiem czy innych dolegliwościach na tle nerwowym. Bezpiecznie, legalnie i niedrogo.

Dla porównania, przygotowanie olejku THC z dostępnej w aptekach marihuany lub też zakup gotowego ekstraktu u co odważniejszych farmaceutów, to koszt blisko 1000 zł za 1000 mg THC (susz z apteki ma wprawdzie blisko 20% THCA, ale po dekarboksylacji, stratach na ekstrakcji itd. takiej właśnie ilości należy spodziewać się po olejku z 10 gramów marihuany). Nasz produkt byłby nie tylko dwukrotnie tańszy, ale też bogatszy w składzie o CBD, ograniczające niepożądane, psychotyczne elementy działania THC, które w dużych ilościach może wywoływać uczucie lęku, zagubienia, czy paranoi. Nie bez znaczenia jest też fakt, że całość produkcji odbywałaby się w Polsce – wydawane na polskie THC pieniądze wracałyby do polskiej gospodarki, zamiast, jak obecnie, zasilać kieszenie kanadyjskich czy izraelskich biznesów.

Drugi punkt nie wymaga nawet zmian na poziomie ustawowym – wystarczą odpowiednie decyzje w Ministerstwie Zdrowia i Głównym Inspektoracie Sanitarnym. Tak, THC ma działanie psychoaktywne, więc produkty powinny być opatrzone stosownymi ostrzeżeniami dot. dawkowania, kierowania pojazdami, podawania dzieciom itd. Ustalenie maksymalnej rekomendowanej dawki THC bez konsultacji z lekarzem na 1 mg oraz limitu do 1% THC w gotowym produkcie wraz z obowiązkowym znakowaniem produktów konopnych, z dnia na dzień stworzyłyby dla rynku konopnego (zarówno producentów, jak i konsumentów) ogromne możliwości.

Polska produkcja, polskie miejsca pracy, płacone w Polsce podatki i spore wpływy do mocno „nadwyrężonego” polskiego budżetu… eee, „na co to komu”, prawda?

(Maciej Kowalski)

Subskrybuj
Powiadom o
6 komentarzy
Najnowszy
Najstarszy Najwięcej głosów
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze

Podobne wpisy