Prawo Uprawa 2 lutego 2022

Festiwal głupoty, czyli debata nad polskimi ustawami konopnymi


Po tym wdzięcznie brzmiącym tytule należy się kilka słów wprowadzenia. Ten jakże prawdziwy, ale i enigmatyczny nagłówek odnosi się do niedawnego procedowania „ustaw konopnych” (druki Lewicy oraz Jarosława Sachajki z koła poselskiego Kukiz’15 – Demokracja Bezpośrednia). Specjalnie dla Was przytoczyliśmy wybrane fragmenty stenogramu z tego posiedzenia sejmu.

Przed lekturą sugerujemy profilaktyczne zażycie Ziół na Dobry Nastrój lub nowego Oleju CBD FORTE. Odpowiednio wcześniejsze uspokojenie może być tu bardzo wskazane, zaraz się z resztą przekonacie dlaczego.


Festiwal głupoty rozpoczął się bardzo szybko, a zaczął go poseł Krzysztof Szulowski z PiS-u. Zakończył on swoje wystąpienie popierające projekt Jarosława Sachajki (który, niestety, nie reguluje wielu ważnych kwestii takich jak np. refundacja suszu konopi dla pacjentów) następującymi słowami:

„Jednocześnie nie znajdują naszej akceptacji propozycje lewicowo-liberalne zgłoszone przez posłów Koalicji Obywatelskiej, Lewicy i Konfederacji, zawarte w drukach nr 1700 i 1701. Mówimy nie dla m.in. wprowadzenia de facto tolerancji dla spożycia pewnej ilości marihuany, liberalizacji upraw konopi innych niż włókniste, umożliwienia pacjentom przyjmującym produkty lecznicze sporządzone z konopi innych niż włókniste przetwarzania i przerabiana na własny użytek tych produktów leczniczych, umożliwienia refundacji leków recepturowych wytworzonych z konopi innych niż włókniste czy też zbyt szeroko idących propozycji dotyczących konopi włóknistych. Dlatego w imieniu klubu Prawo i Sprawiedliwość zgłaszam wnioski o odrzucenie w pierwszym czytaniu projektów z druków nr 1700 i 1701. Dziękuję bardzo”.

Ok, kwestia zerowej tolerancji dla spożycia nawet najmniejszych ilości marihuany to rzecz, która jak najbardziej pasuje do profilu PiS-u i niczego innego się po nich nie spodziewaliśmy. Natomiast otwarte mówienie o tym, że nie dopuszczają oni refundacji tego leku dla pacjentów oraz uprawiania własnych roślin, aby ulżyć sobie w cierpieniu… No cóż, tu nawet nie ma miejsca na śmiech przez łzy.


Nasze zdanie podzielił dopuszczony następnie do głosu poseł Jerzy Hardie-Douglas z KO:

„Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Muszę powiedzieć, że jestem wstrząśnięty końcówką wystąpienia mojego kolegi z PiS-u”.

Po czym dodał on kilka słów o bezsensowności ograniczania krajowych upraw marihuany leczniczej jedynie do państwowych podmiotów (propozycja posła Sachajki).

Podczas wystąpienia Beaty Maciejewskiej, przewodniczącej sejmowego zespołu Komisji do spraw Legalizacji Marihuany z sali zaczęły dobiegać takie okrzyki jak:

„Ofiary wypadków drogowych, sprawców będących pod wpływem… To jest skandaliczne, co pani mówi! (…) Będzie pani miała na sumieniu te ofiary wypadków”.


Warto wiedzieć, że te słowa padły podczas fragmentu wypowiedzi o zerowej szkodliwości uprawiania krzaczka na własny użytek przez osoby chore. Autorem tych okrzyków był Zbigniew Dolata. Niestety, była to dopiero rozgrzewka w wykonaniu tego pana.


W dalszej części posiedzenia głównie padały pytania o powody chęci odrzucenia pozostałych druków przez posłów opozycji, a pozostawienie jedynie bardzo restrykcyjnego i ograniczającego projektu posła Sachajki. A następnie do głosu, tym razem na mównicy, został dopuszczony… Zbigniew Dolata!

Tutaj na chwilę pragniemy się zatrzymać: stężenie głupoty w cytacie, który za chwilę przeczytacie, może być zbyt duże, uczciwie ostrzegamy.


Oto co pan poseł miał do powiedzenia o pozostałych ustawach:

„Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Pani poseł Paulina Matysiak wyraziła wprost intencję, która przyświeca wnioskodawcom ustaw zawartych w drukach nr 1700 i 1701. To nie chodzi o sprawy leczenia chorych, to nie chodzi o sytuację rolników i możliwość dania im jakiejś dodatkowej formy zarobkowania. Chodzi o marihuanę tzw. rekreacyjną, bo to jest taki eufemizm. To jest taki eufemizm, który ma zastąpić twardą rzeczywistość, a mianowicie odpowiedzialność za to, że osoby pod wpływem marihuany powodują wypadki ze skutkiem śmiertelnym, bardzo liczne, bardzo liczne wypadki ze skutkiem śmiertelnym, to po pierwsze. Po drugie, jest zbadany wpływ używania marihuany na depresję, próby samobójcze. Wnioskodawcy biorą na siebie moralną odpowiedzialność za te wypadki, za ofiary śmiertelne, za cierpienie rodzin, za cierpienie uczniów, którzy wpadają w ten nałóg i podejmują próby samobójcze, którzy tracą często bezpowrotnie szansę na ułożenie sobie życia. Wy bierzecie za to odpowiedzialność. Jest skandalem w ogóle, że istnieje w Sejmie Parlamentarny Zespół ds. Legalizacji Marihuany. Bo te same osoby, które w tym zespole są, są również w Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, dają przykład młodzieży. To jest po prostu coś niebywałego. Ten zespół, panie marszałku, powinien zostać zdelegalizowany. Dziękuję bardzo”.

Uff, mamy to już za sobą – naszym zdaniem poseł Dolata bezapelacyjnie powinien dostać order Harry’ego Anslingera (jeśli taki tylko by istniał).

Wypowiedź posła PiS-u szybko skontrowała Pani Wanda Nowicka:

„Niech pan zdelegalizuje rekreacyjny alkohol albo rekreacyjne papierosy”

oraz anonimowy głos z sali:

„Sam się zdelegalizuj!”

Później do głosu doszedł poseł PiS-u Krzysztof Szulowski i na koniec swoich pytań dotyczących wydolności państwowych instytutów w potencjalnej przyszłej produkcji leczniczej marihuany zabłysnął następującymi słowami odnoszącymi się do pomysłów powrotu do tradycji upraw konopi w Polsce:

„I jeszcze jedna uwaga co do tego biznesu i zagłębia konopnego: Może nie róbmy z Polski Afganistanu czy Pakistanu. Dziękuję bardzo”. 

Bardzo zgrabna wypowiedź, panie pośle.

Kolejne złote myśli należą do Pana Grzegorza Wojciechowskiego:

„A druga rzecz to jest odstraszanie niektórych szkodników, z tym że nie radziłbym konopi siewnych siać pod oknem, bo, po pierwsze, jest to zagrożenie dla ludzi, a poza tym jest to zagrożenie dla zwierząt, które wokół tego okna mogą się pojawić. Dziękuję bardzo”.

Jeśli też uważacie, że konopie mogą wyrządzić szkody Wam i Waszym pupilom, pod żadnym pozorem nie siejcie ich pod swoimi oknami. Czemu? Sami też bardzo chcielibyśmy to wiedzieć, ale to już najwyraźniej ugruntowana wiedza samego autora wypowiedzi. Nie wnikamy.

Pod koniec był czas na zadawanie przez posłów pytań dotyczących ustaw, kilka z nich dotyczyło tego, dlaczego chorzy nie mogą uprawiać roślin na własny użytek. Całkiem „ciekawe” kontrargumenty dla takiego rozwiązania podał autor projektu ustawy, który przeszedł dalej, czyli Jarosław Sachajko. Twierdzi on, że:

„Właśnie ludzie tego potrzebują, jeżeli są chorzy, teraz, a nie tutaj próbuje się emocjonalnie mówić, że ktoś sobie wyhoduje na parapecie w doniczce. Tak, wyhoduje, może i wyhoduje, tylko że za 4 czy 5 miesięcy, a on tego lekarstwa potrzebuje teraz”.

Hmm, z tego, co wiemy, istnieją odmiany, które dojrzewają w znacznie krótszym czasie, około 2, 3 miesięcy. Przecież do czasu wyrośnięcia konopi można korzystać z suszu aptecznego, a później przerzucić się na własny susz. Plony z 4 roślin spokojnie wystarczyłyby do czasu następnych zbiorów. Sachajko kontynuuje:

„Dlatego instytut, miejmy nadzieję, że już wkrótce, dokładnie teraz będzie produkował… A nie dopiero, gdy ktoś się dowiaduje, że jest chory, i szuka, gdzie znaleźć jedno czy dwa ziarnka, i będzie sobie hodował. To nie jest ta dostępność, na którą pacjenci czekają”

– a gdyby ktoś przy dopuszczalnych 3, czy 4 krzaczkach na osobę mógł zrobić sobie w 3 miesiące zapas ok. 0,5 kg suszu – czy to też nie jest ta dostępność, “na którą pacjenci czekają?” Na dodatek cała operacja kosztowałaby ich do kilkudziesięciu złotych za nasionko + zużycie prądu na oświetlenie, w przypadku uprawy w domu. W tej chwili ceny suszu sprowadzanego z zagranicy są absolutnie zaporowe przy regularnym stosowaniu suszu przez pacjenta.

Na tym kończymy nasz przegląd rządowej głupoty – bo chyba tak to trzeba fachowo nazwać. Czas przeznaczony na dyskusję o ustawach konopnych był bardzo ograniczony, stąd stosunkowo mała ilość „złotych myśli” posłów. Strach pomyśleć, ile materiału moglibyśmy z niego zebrać, jeśli trwałoby ono dłużej.

Czy jest się z czego cieszyć analizując tę bardzo restrykcyjną ustawę? Zależy jak na to patrzeć – poziom 0,3% THC proponowany przez Sachajkę to wciąż skandalicznie mało – jednak jest to więcej niż obecne 0,2%.

Czy prowadzenie upraw przez państwowe instytuty z daleka pachnie porażką? Prawdopodobnie tak, ale może być to krok w kierunku przekazania ich za jakiś czas w ręce prywatnych przedsiębiorców.

Nam maluczkim, pozostało jedynie czekać na to co wyniknie ze skierowania ustawy do „dalszych prac”.

(Bartek Święcicki)

Subskrybuj
Powiadom o
6 komentarzy
Najnowszy
Najstarszy Najwięcej głosów
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze