konopie-kombinat-konopny

Zjadając swój własny ogon, czyli twarde fakty na temat konopi VS globalny hurraoptymizm

W dobie niewątpliwego konopnego boomu, którzy przeżywamy od kilku lat, bardzo łatwo dać się wciągnąć w narrację typu: „Przeziębienie? Tylko konopie Ci pomogą!”, „Złamałaś/eś nogę? Ja zwaporyzowałem grama i wydaje mi się, że kości szybciej się zrosły, spróbuj”, „Swędzą Cię plecy?…” No dobra ten przykład byłby już naprawdę za jaskrawy, ale chyba wszyscy wiecie, co mamy na myśli.

Konopie bardzo szybko stały się panaceum na wszystko, tymczasem naukowcy wciąż mają problem z tym, aby jednoznacznie potwierdzić właściwości lecznicze marihuany i poszczególnych kannabinoidów w przypadku konkretnych schorzeń i dolegliwości.

Rick Doblin, specjalista znany z badań nad zastosowaniem MDMA w kontekście leczenia stresu pourazowego (PTSD), całkiem niedawno postanowił przetestować w tym zakresie także konopie. W tym wypadku konopie przyjmowane były drogą wziewną, a badani zostali „potraktowani” odmianami z wysoką zawartością THC, CBD oraz trzecią, zbilansowaną odmianą, z podobną zawartością obu wymienionych kannabinoidów.

Wyniki? Dość zaskakujące. Podjęcie 3 prób z różnymi typami suszu było równie skuteczne co… placebo. Panujący w świadomości badanych prokonopny trend i związane z nim „dobre chęci” mogły wg autorów całkowicie zaburzyć wyniki testów. Wystąpił tu efekt w stylu: „tak bardzo jesteśmy przekonani o leczniczych właściwościach konopi, że nawet przyjmując placebo, chcemy potwierdzić, jak dobrze działają na nas kannabinoidy”.

Czy to badanie potwierdza w takim razie, że konopie nie pomagają na PTSD? Absolutnie nie, bo jest to tylko jedno z wielu badań w tym zakresie. Wciąż potrzebne są dodatkowe testy, z udziałem być może zupełnie innej grupy kontrolnej, np. osób, które nigdy wcześniej nie miały do czynienia z konopiami, ale jednocześnie nie są też co do nich uprzedzone (co mogłoby w oczywisty sposób zaburzyć wyniki w odwrotną stronę).

Dodatkowo, w przypadku tego eksperymentu, spośród 80 badanych osób wszyscy byli aktywnymi użytkownikami marihuany, przez co już wcześniej naukowcom powinna się zapalić „czerwona lampka” sygnalizująca, że wyniki mogą być trudne do zinterpretowania. W każdym razie, w następnej fazie badań do testów przystąpi 320 weteranów wojskowych, a na ten cel zostanie przeznaczone aż 13 milionów dolarów z budżetu stanu Michigan. Jest to świetny prognostyk na przyszłość w kontekście zwiększenia środków na badanie właściwości konopi.

Zostawmy temat leczenia PTSD i skupmy się tym razem na trochę mniej popularnym kannabinoidzie, czyli kannabinolu (CBN). Jeśli przewertujemy ofertę kilku losowo wybranych internetowych sklepów konopnych, często znajdziemy tam również olej CBN. Producenci i dystrybutorzy jako kartę przetargową kannabinolu często podają jego właściwości nasenne.

„Hmm, mam stresującą pracę, słabo sypiam, stosuję co prawda olejek CBD i mi pomaga, ale może to jest coś jeszcze lepszego? Może warto spróbować?”

Wszystko super, jak najbardziej, nie należy ograniczać się jedynie do kannabidiolu. Jest tylko jedno „ale”: czy aby na pewno CBN ma właściwości, z których rzekomo słynie? Na podstawie kilku wysoko ocenianych badań na ten temat, które ukazały się pomiędzy 1945 a 2021 rokiem, nie można jednoznacznie określić, czy kannabinol realnie wpływa na sen i jego jakość.

Na podstawie aktualnej wiedzy można stwierdzić, że za takie działanie w dużym stopniu odpowiedzialne są terpeny, np. mircen, jeden z najpopularniejszych terpenów występujących w konopiach, który w wysokich dawkach ma silne działanie sedacyjnie – jak najbardziej może on pomóc wprowadzić się w stan sprzyjający łatwemu zasypianiu.

Dlaczego w takim razie utarło się, że kannabinol ma działanie usypiające? Są dwie hipotezy. Obecność tego związku jest charakterystyczna dla suszu konopnego, który „poleżał” już jakiś czas. Jednak, w miarę starzenia się suszu, pewne terpeny ulatniają się i uwypukla się działanie innych: tych, które mają tendencję właśnie do działania sedacyjnego. Jest to jedno z możliwych źródeł koncepcji rzekomego usypiającego działania CBN. Druga hipoteza mówi o tym, że CBN wzmacnia działanie samego THC i stąd liczne doniesienia o usypiającym działaniu kannabinolu.

Czego potrzebujemy i w tym przypadku? Oczywiście – większej ilości badań nakierowanych stricte na działanie CBN, być może tym razem z naciskiem położonym na to, aby badać ten konkretny wyizolowany kannabinoid.

Na deser jeszcze krótka rzecz o wspomnianym wcześniej CBD. Obecny stan wiedzy na temat jego przeciwbólowego działania jest następujący: kannabidiol jest w tym zakresie skuteczny, gdy stosujemy go razem z THC.

Jeśli mowa o użyciu samego CBD w kontekście przeciwbólowym, przytoczmy sobie świeże badanie opublikowane w czasopiśmie medycznym poświęconym metodom radzenia sobie z bólem: 136 użytkowników z zapaleniem stawów kontra 20-30 miligramów CBD stosowanych codziennie przez 12 tygodni. W podwójnie ślepej próbie zastosowano także placebo. Wyniki badania? Placebo jest tak samo skuteczne w redukcji bólu, jak wyżej podane ilości CBD.

Czytając takie informacje można, delikatnie mówiąc, „nieco zniechęcić się” do hurraoptymizmu towarzyszącemu medycznym zastosowaniom konopi, ale… nie warto też wyciągać zbyt pochopnych wniosków. Autorzy tego badania stwierdzili, że być może te 20-30 miligramów jest zwyczajnie zbyt małą dawką aktywną, aby dać pozytywne efekty w tym schorzeniu.

 Żeby jeszcze bardziej zamieszać, odbijemy piłeczkę w drugą stronę. W jednym z badań autor wyciągnął wniosek, że CBD może być obiecującym środkiem właśnie w leczeniu jednej z odmian zapalenia stawów. I bądź tu, człowieku, mądry.

Jakieś ogólne wnioski? Konopie są super, ale nie warto przedwcześnie popadać w hurraoptymizm i domyślnie traktować je jako panaceum na wszystkie dolegliwości. Rozsądnie byłoby traktować takie nowinki z dystansem, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jeszcze do niedawna, z powodu statusu prawnego konopi, na badania pod kątem terapeutycznym poświęcało się bardzo mało uwagi. Jeszcze sporo czasu minie, zanim oddzielimy ziarna od plew, ale z pewnością warto na to poczekać, aby być pewnym tego, na jakie dolegliwości możemy polecić konopie, a do czego się nam one nie sprawdzą.

Nie sposób tu też nie wspomnieć krótko o efekcie „otoczenia” mówiącym o tym, że suma wszystkich związków w konopiach, działa znacznie lepiej niż każdy z nich działający osobno. W takim przypadku nie musielibyśmy się tak mocno zastanawiać nad rozbiciem konopi na CBD, THC, CBN, CBG itp.

To skłania do głębszej refleksji: należy zadać sobie pytanie, czy człowiek zawsze musi poprawiać naturę? Może ona podsuwa nam gotowe rozwiązania, trzeba tylko je dostrzec i nie próbować w nią za wszelką cenę ingerować rozkładając ją na części pierwsze. 😉

(Bartek Święcicki)

3 thoughts on “Zjadając swój własny ogon, czyli twarde fakty na temat konopi VS globalny hurraoptymizm”

  1. Na pewno działają, a czy jest to sprawa kannabidoidow czy terpenów czy może innych substancji to trzeba czekać na sensowne badania

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry